Kolej na historię. „Trzy i pół godziny” 2021

Kto by pomyślał, że  epokowe wydarzenia dzieją się także w pociągach? O Leninie, jadącym do Rosji, by ją pogrążyć w krwawym chaosie komunistycznego przewrotu, pamięta niewielu. Ale o ekspresie, jadącym z Monachium do Berlina Wschodniego w niedzielę 13 sierpnia 1961 roku, do tej pory nie wiedział prawie nikt. A tymczasem w wagonach tego składu w piękny, słoneczny dzień pasażerowie oprócz dotychczasowych przeżyć zmuszeni byli udźwignąć całkiem nowe doświadczenie. W ciągu niespełna czterech godzin każdy z nich miał zdecydować o swojej przyszłości. Trzeba było się zdecydować: czy wracać do NRD, czy wysiąść z pociągu na stacji granicznej, bo komuniści tego właśnie dnia rozpoczęli stawianie zasieków na granicach  Berlina Zachodniego.

             W filmie Eda Herzoga „3 i  pół godziny” widzimy więc młode małżeństwo (córka pułkownika wschodnioniemieckiej milicji z Berlina i konstruktor lotniczy, który dostał propozycję pracy w Monachium) oraz staruszków, których syn uciekł do Garmisch. Jak się wkrótce okaże, kobieta tęskni za dzieckiem, jej mąż nie, bo jego zdaniem syn zdradził ojczyznę wybierając wolność. W gronie osób, których perypetie oglądamy, znajdziemy także czwórkę przyjaciół z zespołu muzycznego (później okaże się, że jest wśród nich współpracowniczka Stasi), dawnego maszynistę pociągów zagłady, który obiecał małżeństwo kobiecie z Bawarii, choć w 1945 roku  zostawił rodzinę na terenie NRD oraz młodą gimnastyczkę nadzorowaną przez trenerkę, która szprycuje ją anabolikami. Ujrzymy również rozterki  policjanta szukającego dowodów na przestępczą działalność lekarza sportowego, który także podróżuje tym ekspresem. Galerii postaci dopełnią początkująca maszynistka parowozu z NRD i zaczynający karierę filmowiec, który ma o niej nakręcić reportaż, a tle majaczyć będzie złowroga sylwetka pułkownika milicji z Berlina Wschodniego, nadzorującego stawianie zasieków i zastanawiającego się, czy jego córka nie wysiądzie z pociągu jadącego prosto w paszczę lwa.

            Film Eda Herzoga obejrzałem na początku roku jeszcze przed rosyjską inwazją na Ukrainę. Po kilku tygodniach związki polityki i historii z koleją się umocniły, bowiem przez Lwów i Przemyśl do Polski wjechały pociągi ewakuacyjne. Cywile z bombardowanej i ostrzeliwanej Ukrainy stali się uchodźcami. Tak jak miliony Europejczyków nie mogłem uwierzyć, że wojna znowu pojawiła się u naszych drzwi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.