PKP, czyli Pejzaże Kolejowej Prowincji

Tutaj zamieszczę serię relacji z podróży, które miały miejsce w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Nie będą to opisy egzotycznej scenerii. Choć, kto wie… Przecież nie znamy wszystkich miejsc, nawet tych, które pozornie wydają się być bliskie.

Skoro kolej przegrywa z ekonomią i polityką, albo tylko z chciwością, prywatą i bezmyślnością, stworzę jej żywy obraz. I znowu będzie można bez końca jeździć po wszystkich stacjach wyobrażonej sieci, jak niegdyś w zeszycie, gdy wyśniłem te podróże. […]

Gdybym dwadzieścia lat temu wiedział, jak wiele kilometrów trzeba będzie pokonać, jaki ogrom przestrzeni i historii na mnie czeka, zapewne porzuciłbym projekt. Ale teraz wiem, że zrobiłbym błąd: bo spotkałem wielu przyjaźnie nastawionych ludzi (tylko na jednej stacji, której nazwę pominę milczeniem, zaatakował mnie jej mieszkaniec), bo zobaczyłem wiele pięknych miejsc i poznałem mnóstwo historii, tworzących fascynującą opowieść o północnych regionach Polski. A zapis tych podróży stał się również, mimochodem, częścią mojej biografii. Czegóż chcieć więcej?

Zapewne zauważyliście, że połowę tras objechałem samochodem, bo nie dało się inaczej. Ale moja poczciwa skoda stała na tylu dworcach, tyle stacji widziała, tyle razy sprawdzała sieciowe  rozkłady jazdy, że w połowie jest już chyba pociągiem.

Kilka stacji odwiedzałem nader często:  Chojnice, Braniewo, Bydgoszcz, Tczew, Brodnica, Słupsk, Szczecinek, Szczecin, a inne jeden jedyny raz. W efekcie ta mapa podróży mieści się na obszarze czterech województw: kujawsko-pomorskiego, pomorskiego, warmińsko-mazurskiego oraz zachodniopomorskiego. Ale dotyka też obrzeży lubuskiego i wielkopolskiego, bo granice mojej kolejowej krainy na południu są nader umowne, przebiegając nierównomiernie z zachodu na wschód mniej więcej po wyobrażonej linii Szczecin – Stargard – Piła – Bydgoszcz – Toruń – Brodnica – Działdowo – Wielbark – Ełk, z wieloma od tego odstępstwami. A skoro mowa o płynnych kształtach, to zapewne zauważyliście, że w swoich opowieściach staram się nie pomijać rzek. W dobie powodzi (wrzesień 2024) ta fascynacja wodami rzecznymi musi zastanawiać.

Nie wyznaczałem sobie żadnych terminów i cała opowieść bardzo rozciągnęła się w czasie. Dobrym momentem na jej zakończenie wydaje się być rok 2026, bo w nim Polskie Koleje Państwowe będą obchodziły stulecie swojego istnienia. PKP na stulecie będzie prezentem dla przewoźnika, któremu zawdzięczam wiele wspomnień. Nie jest to firma idealna, ale sporo wniosła do  mojego życia. Niech więc opowieść domknie się na stulecie.