Kolej na film. Miloš Radovič „Dziennik maszynisty” 2016

Ten serbsko-chorwacki film przez trzy lata krążył po ekranach, obrastając legendą, zanim udało mi się go zobaczyć. Gdy wreszcie ujrzałem czerwony elektrowóz 441-60 i góry w tle, domyśliłem się, że będzie to opowieść bałkańska. I nie myliłem się, rzecz jasna. To typowa dla naszych południowosłowiańskich braci (tak przynajmniej sądzę, pamiętając o dokonaniach Kusturicy) czarna komedia. Jej głównym bohaterem jest młody maszynista Sima, którego mistrz do rozpaczy doprowadza jego samego i psychologów, chwaląc się, ilu przejechanych ludzi ma na rodzinnym koncie licząc dokonania własne, ojca i dziadka (ponad sześcdziesięciu). Z wielką nadzieją na kontynuację tej serii. Wcale nie chodzi o to, że Ilija jest potworem – współczuje swoim ofiarom, odwiedza ich groby i bliskich. Po prostu jest przekonany, że każdy maszynista musi przejść tę inicjację i nie będzie mógł rzetelnie pracować, dopóki kogoś nie pozbawi życia. I taki jest punkt wyjścia tego zwariowanego filmu. Najlepiej oglądać go latem, gdy temperatura za oknem jest taka sama jak na Bałkanach, a ludzie kryją się w cieniu, mając dużo czasu na snucie opowieści. A że będziemy się śmiać, mówiąc o od czasu do czasu o tragediach? No cóż… Może odwołam się w tym miejscu do fragmentów referatu Pawła Mierosławskiego, wygłoszonego w październiku 2003 roku w Warszawie:

„Przez wiele lat w świadomości tak zwanych „zwykłych ludzi” utrwalił się wizerunek kolei jako instytucji napuszonej powagą. Przedsiębiorstwo kolejowe, z reguły państwowe, wydawało się instytucją pomnikową i heroiczną. środki masowego przekazu pogłębiały to odczucie, szkicując kształt kolei dnia powszedniego, napełnionego problemami i bolączkami, składającego się tylko z monotonii pracy, planów i zobowiązań. W tym obrazie droga żelazna jawi się jako zło konieczne, jako wyłącznie narzędzie pomagające przemieszczać towary, a ludziom – pokonać przestrzeń oddzielającą codzienność obowiązków od odpoczynku i swobody.

Nic więc dziwnego, że ogół społeczeństwa nie postrzega stalowego szlaku inaczej jak jedynie środka lokomocji. A przecież…

Pierwsze kolejowe przedsięwzięcie – ruchome prezentacje parowozu Richarda Trevithicka stanowiły, jak byśmy to dzisiaj ujęli, formę czynnej rekreacji. Wynalazca lokomotywy udostępniał swój epokowy wynalazek współobywatelom jako … cel biegów i pogoni, reklamując je sportowym niemal hasłem : „łap mnie jeśli zdołasz…[1]” .

            Najlepiej oglądać film Radovič latem, gdy temperatura za oknem jest taka sama jak na Bałkanach, a ludzie kryją się w cieniu, mając dużo czasu na snucie opowieści. Tym bardziej, że jesienią potrzebować go będziemy na depresyjne historie, opowiadane przez polskich maszynistów jak te w „Czarnym śnie kolejarza:  jeden z nich, prowadzący nowoczesnego elfa na Śląsku przyznaje, ze każdego dnia myśli tylko o jednym: żeby wrócić do domu bez wypadku i bez człowieka na torach. Ale niestety to drugie już mu się kilka razy zdarzyło. Co się wtedy robi? Nic nadzwyczajnego: „Zawiadamia się dyżurnego, ten dyspozytora, dyspozytor policję, prokuraturę. Jak skończą, to się jedzie dalej. Można poprosić o podmianę, ale prawie nikt tego nie robi. Po wypadku można iść do lekarza, dałby L4. Ale zwolnienie to strata, wiadomo. Więc się do lekarza nie idzie”. Inny maszynista mówi, że zabił już trzynastu desperatów: „I za każdym razem jechałem dalej”[2].

            Kolejarze zatem często cierpią tak jak żołnierze na polu walki na zespół stresu  pourazowego (PTSD). Muszą jednak dalej pełnić służbę, nie licząc na zmianę ani na wsparcie. Wojskowi mogą liczyć na opiekę psychologiczną (przynajmniej w teorii), kolejarze nie. Ciekawe, czy  można po wypadku dalej cieszyć się swoją pracą? Trauma po wypadku śmiertelnym niewątpliwie zapada w pamięć. Obejrzenie filmu Radoviča może być ciekawym głosem w dyskusji na temat niełatwego zawodu maszynisty i fenomenu kolei w kulturze współczesnej. Tu raz jeszcze odwołam się do tekstu Pawła Mierosławskiego, bowiem doskonale wyjaśnia on, dlaczego tak wielu ludzi interesuje się pociągami albo z entuzjazmem pisze o „Dzienniku maszynisty”:

„Społeczeństwa XXI wieku stają się coraz bardziej wykształcone i mobilne. Nie wystarcza już tylko zmiana miejsca pobytu i tradycyjna – statyczna oferta. Coraz częściej zapracowany na co dzień podróżnik oczekuje doznań, które pozwolą stać się mu kimś innym. Może chce wrócić do młodzieńczych marzeń, może na jedną, urlopową chwilę chce zmienić zawód ?

Może chce zostać maszynistą czarnego, stalowego potwora od którego zaczęła się cała teraźniejsza cywilizacja ? A może tylko przenieść się w czasy gdy nie było komputerów, telefon był magiczną drewnianą skrzynką z kablami, na których końcu odzywała się zamiast automatu miła telefonistka, a przedział wagonu lekko oświetlony gazową lampą unosił coraz dalej i dalej ku kolejnej niezapomnianej przygodzie[3]”.

Kolej jest naprawdę fascynująca. Jej aspekt psychologiczny zaś bardzo złożony. Co nam oferuje? Popatrzmy:

  1. pewność  (wiem, dokąd jadę)
  2. efektywność (dystans do pokonania w określonym czasie)
  3. wrażenie wieczności (kurs jest dziś, będzie jutro, pojutrze…)
  4. poczucie wolności ( w przedziale i wagonie robisz, co zechcesz, procedury bezpieczeństwa na lotniskach i portach)
  5. izolację od bieżących problemów (zostają na zewnątrz)
  6. poczucie bezpieczeństwa (nie grozi kraksa drogowa)
  7. szybkość (wydzielony tor)
  8. oswojoną przestrzeń (standardowe dworce i przedziały)
  9. poczucie panowania nad czasem (rozkład jazdy)
  10.  uniwersalność (rozkład jest taki sam wszędzie)
  11.  niezmienność zasad (bilet… i fruuu!)
  12.  atrakcyjność zmieniających się widoków
  13.  zastrzyk adrenaliny w rozsądnej dawce (podróż w nieznane)
  14.  łatwość nawiązywania i porzucania kontaktów z ludźmi
  15.  wypoczynek (względny komfort podróży)
  16.  uspokajający rytm jazdy (postój -przejazd – postój – przejazd – dziękujemy za wspólną podróż)
  17.  zaspokojenie potrzeb, np.  bytowych i estetycznych (Wars, bary, bufety, łóżka, książki, komunikaty)
  18.  czas swobodnej pracy (dla potrzebujących tego)
  19.  poczucie triumfu nad przestrzenią
  20.  poczucie, że jest się częścią świata stworzonego przez ludzki geniusz i pracę (za niewielkie pieniądze)
  21.  świadomość trwałości ludzkich dzieł (dworce stoją długo)
  22.  doznanie ciągłości historii (praca kolejarzy trwa już dwa stulecia)
  23.  utożsamienie historii prywatnej z powszechną
  24.  poczucie solidarność z ludźmi (wszyscy oczekują tego samego, co ja)
  25.  inspiracja artystyczna, filozoficzna (czas, przestrzeń, przemijanie, trwanie, kultura i natura)
  26.  ekologiczny komfort sumienia
  27.  możliwość kontaktowania się  z bliskimi (można dzwonić, wysłać wiadomość)
  28.  serdeczność pożegnań i powrotów
  29. uspołecznienie (kolej łączy ludzi)
  30.  można wykazać się twórczą pomysłowością i wytrzymałością (np. wsiadając w tłoku przez okno albo stojąc na jednej nodze w ubikacji całą noc)
  31.  pewność zaspokojenia oczekiwań (pociąg raczej przyjedzie)
  32.  niezależność od rytmu natury (pory roku nie mają znaczenia)
  33.  podkreślanie tożsamości lokalnej (linie kolejowe łączą miejscowości w jeden organizm społeczny)
  34.   brak zmęczenia (nawet w górach)
  35.  komfort termiczny (ogrzewanie i klimatyzacja)
  36.  możliwość rekreacji  (spacer korytarzem)
  37. inspirację artystyczną (malarze, piosenkarze, poeci, filmowcy)
  38.  wrażenie lotu i płynięcia zarazem (głowa za oknem)

            Tak, wiem, wielu powie: zapomniałeś na przykład o specyficznej promocji na kolei: latem możesz jechać pociągiem trzy razy dłużej za tę samą cenę… Jest  czas wakacji i urlopów, więc mimo wszystko zachęcam do uzupełniania powyższej listy o własne doznania kolejowe. Do zobaczenia na szlakach! I oby nasi maszyniści nie mieli potem czarnych snów!


[1] P. Mierosławski, Miłośnicy, ochrona zabytków i turystyka kolejowa w Polsce, http://www.psmk.org.pl/index.php?doc=nerht

[2] T. Haładyj, D. Steinhagen, Czarny sen kolejarza, „Duzy Format” 18 marca 2012.

[3] P. Mierosławski, op. cit.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *