Pejzaże Kolejowej Prowincji. Linia nr 5 (218): do Szlachty

Linia powstała w 1908 roku. Zamarła po osiemdziesięciu sześciu latach. Fizyczną jej likwidację przeprowadzono rok temu. Gdyby streścić jej przebieg, można użyć metafory: na nitce szlaku wisi las. Stacje w porządku alfabetycznym: Lubichowo, Ocypel, Osieczna, Skórcz, Szlachta, Zelgoszcz.

            Dnia 20 lipca 2007  wyruszamy pieszo torami z (1.) do (4.). Za sobą zostawiamy dworzec,  nastawnię, przejazd i pola Boraszewa.  Przed trójkątem nasypu tory rozjeżdżają się wachlarzowato. Pola zbóż, w rozwidleniu torów łąki,  mostek, łozy obustronne,  spod nóg zrywa się stado kuropatw. Po prawej, na torfiastej łączce pasą się konie,  płynie strumyk, z przodu widać wiadukt nad torem.  Cały czas znajdujemy się na wysokim (7-10 m) nasypie. Pod wiaduktem mała zmiana – podkłady zrobione są w kształcie litery „v” ze stali.  Nasyp obramowują rzędy betonowych słupków,  kępy dziurawca, łubiny i maliny.   Około trzysta metrów  za wiaduktem skarpy powoli się obniżają,  linie elektryczne przechodzą nad torem  w tył. Po lewej pola Bukowca,  po prawej – Czarnegolasu.  Mostek, po jednym domku stodolanym z każdej strony,  tor na nasypie zaraz ostro skręci w lewo.  Znak szczególny linii – nie ma już ani jednego słupa.

            Po prawej zbliża się linia domów w Czarnymlesie,  a po lewej chaotycznie rozrzucone gospodarstwa Bukowca.  Po obydwu zaś stronach – oczywiście łozy.  Nasyp znowu imponuje wysokością, wiadukt przechodzi nad gruntową drogą (Kranek – Bukowiec),  na torze chaszcze do pasa. Z prawej strony skosem po drzewami dołącza szosa z Czarnegolasu do Bukowca.  Trwają już żniwa, nie ma tu ścieżki. Biją dzwony w Czarnymlesie – a jest 1210.

            Z pola podrywają się żurawie.   Słupek i jarzębina razem stoją na szlaku. Po prawej majaczy las Szwarcwaldu, a po lewej rozciągają się wielkie pola .  Wstecznie – zarys (1.).   Po prawej na dole hakują bulwy.  Wiadukt (szeroki, z przeznaczeniem na drugi tor) przechodzi nad asfaltem trędowatym z Czarnegolasu do Bukowca.  Koło szkoły w Wielkim Bukowcu pola wchodzą w bysząg.   Z prawej wije się gruntowa droga, prawdopodobnie nad niewidoczne jezioro Czarnoleskie,   skąd wypływa rzeczka Węgiermuca. Podąży ona przez pogranicze Wolentala i (1.), skręci na północ, popłynie przez Pólko i Bobowo, odbije lekko na wschód, ominie Smoląg, Grabowiec, Lipinki Szlacheckie, Marywil i na wysokości Rajków wpadnie do meandrującej Wierzycy, mniej więcej w połowie nurtu pomiędzy Klonówką a Pelplinem. Tymczasem przez pola i łozy mamy wjazd między nasypy.  Przy prawym – jakiś ceglany ostaniec. 

            Za klonami pojawia się zarys stacji (2.). Znajduje się ona  tuż przy szosie Bukowiec – Lubichowo.  Po prawej ma pola rozległe, widok na dwa gospodarstwa i daleki rząd drzew na horyzoncie (szosa Pączewo – Bobowo?) i ukryte za nasypem krzaczki bobu. Podjazd to półkolisty, rzadki bruk.  Sam zaś dworzec jest piętrowy i dwukominowy,  zamieszkany. Przed  dworcem magazyn (przylepiony do ściany), dworzec, cztery żywotniki na trawie, za nimi WC i szary budyneczek gospodarczy.   A dalej pasie się byk i szarpie małe drzewko klonowe.  Cała stacja – już dwieście metrów przed i dwieście za – narażona jest na zaciekły atak klonów.  Zmasakrowane nogi wołają tu o ratunek.

   Wchodzimy w nieckę, towarzyszą nam łubiny. Przed nami wiadukt nad torem. Po lewej gospodarstwo przy szosie i betonowa wiata PKS-u. Po lewej zakręt szosy o 90 stopni. A my drepczemy ścieżką, środkiem toru. Po lewej mijamy domy wsi i szkołę,  po drugiej wije się szutrowa droga, obramowana słupkami.     

   Przy resztkach jakiegoś wiaduktu ceglanego skandal – na torach jest grząsko, stoi tu woda! Nic dziwnego, że trzciny rosną właściwie między szynami!  Chyba gdzieś w tym miejscu w  śniegu grzęzły lokomotywy jadące z (4.)  – czasem podobno musiały czekać w zaspie aż do rana, zanim od strony (1.) przyjechała ekipa techniczna, by drugą lokomotywą „wyszarpnąć” skład z zimowej pułapki. Ciekawe, czy ktoś z podróżnych miał „szczęście” to przeżyć w latach 70. lub 80. ubiegłego wieku?

    U wylotu wąwozu majaczy wieża kościoła w (3).  Idzie się dobrze, środkiem prowadzi ścieżka. Po prawej pojawia się winowajca i sprawca kłopotów – rynnowe jezioro Zelgoszczek, poprzedzone podmokłą łąką.   Z lewej odpływają ostatnie domy (2),  szosa wije się zakosami. Na wiadukcie nad nią można popatrzeć na górskie niemal widoki.   (3) zbliża się i chowa za pagórkiem (stąd pewnie  ludowa etymologia). W szarym domku po prawej, stojącym pod okazałą olszą, wystawa złomu i rupieci.  Za kępą olszyny z lewej jest łąka, prowadzi na nią droga, a my przemykamy nad nimi po wiadukcie z żelazną balustradą.  Znowu wąwóz, w nim mniejszy niż poprzednio ceglany ostaniec. Za to  nasyp z prawej jest wyższy, bo pod wiaduktem szosa do Lubichowa przeskoczyła na tę stronę.  Pola po lewej nader malownicze,   a wieża kościoła już całkiem okazała.  Kolejny wąwozik i nasypy. Tor odchodzi w lewo, w towarzystwie betonowych słupków na szczycie nasypu. 

   Po lewej kraina polodowcowa, z prawej pierwsze (niestety klockowate) domy (3).  Ta wieś zawsze sprawiała na mnie wrażenie miasteczka, ze względu na ciąg kamieniczek przy głównej drodze, iście pruskie zamiłowanie do porządku i czystości na ulicach. Wielu mieszkańców Skórcza jeździło tu kiedyś na zakupy. (3.) wydaje się być zamieszkane przez odmienny gatunek Kociewiaków. Dłużej niż w miejskim przecież ośrodku, jakim jest Skórcz, utrzymała się tu restauracja. Zwarta zabudowa i jezioro na rogatkach też dodają mu uroku.

   Tor biegnie teraz już niemal wstecz.  Na zakręcie pojawia się wąwóz, a w nim wiadukt  nad torem, z drogą słupkową i nader kulturotwórczy (graffiti).  Po lewej, na jego krawędzi rośnie sobie klon – on widział mnie nieraz w pociągu tej relacji. A był to najczęściej charakterystyczny dla pomorskich linii ganz SN61-139, którego piękne fotografie krążą po stronach internetowych. Został uchwycony między innymi w ostatnim roku swojego kursowania (1994) na tle maszynszopy (jak powszechnie ją tam nazywano) w Skórczu. Tradycyjne malowanie (szary dach, oliwkowo-ciemnozielony kadłub) ładnie kontrastuje z czerwienią cegieł „szopy” i brązem potrójnych wrót. Gdy przyglądam się kartonowemu modelowi jego bliźniaczego brata (SN61-137),  przypominam sobie, że przeszkadzały mi w tym wagonie motorowym wąskie okna, ograniczające prawo pasażera do podziwiania krajobrazu. Na internetowym zdjęciu natomiast wnikliwe oko zarejestruje  także pędnie zwrotnic i jednoramienny semafor kształtowy, nastawnię, szereg latarń, słup telefoniczny z porcelanowymi izolatorami oraz kozioł oporowy przed nieczynną od dawna lokomotywownią. Na potrzeby tego tekstu możemy jednak wyobrazić sobie, że pociągi wciąż tędy kursują. I wtedy rozwiną się przed nami inne wymiary tego szlaku, z którego opowieści znaleźć można na przykład na stronie Prywatne Koleje Covalusa.

    Wjeżdżając powoli na stację (3.), po lewej mijamy domy nadleśnictwa,   wielką, elegancką oborę, na łące szereg nowych domów ze spadzistymi dachami, a po prawej ceglany budynek, magazyny, w tle młyn,  a najpierwszym planie – krowy.   Po prawej rozryta rampa, do której wiódł boczny tor.  Dziś pozostały po nim porozrzucane podkłady.  Smętnie stoją lampy. Dworzec to paraliżująca ruina, jakoby w remoncie. Za nim jezioro Lubichowskie, też rynnowe.  Do budynku prowadziła droga gruntowa, półkolista, nieco utwardzona i brukowana.  Stojąc na peronie w prześwicie drzew widzi się jezioro. Widać też zrujnowaną ubikację i magazyn, a dalej zdewastowany koniec szlaku. . Ostatnią mieszkanką dworca była pani Wanda , krewna mojego przyjaciela. Tę bardzo wesołą kobietę rodzina nazywała „Wandą Leosiową” albo „ ciocią Wandą z dworca”. Była żoną  zawiadowcy stacji. Jego poprzednikiem na tym stanowisku (jeszcze przed wojną) był ojciec . W roku 1905 wyjechał on do Westfalii, do pracy w fabryce żelaznej. W latach 1910-1912 służył w wojsku. Zmobilizowany w ostatnim roku wojny, trafił na front zachodni. Tam dostał się do niewoli, do (3.) wrócił w 1919 roku. Pracował jako zawiadowca. Po wybuchu wojny wyreklamował się od niemieckiego wojska. Ponieważ  nie podpisał volkslisty, Niemcy przenieśli go na stację w Skórczu, gdzie pracował jako robotnik kolejowy. Po wojnie zaś był zawiadowcą w Ocyplu, a córka nosiła mu w garnku obiad, drałując torami codziennie sześć kilometrów z (3.) do (4.) i sześć z powrotem.

  Gdy ruszamy dalej, wabią nas już prawdziwe ostępy Borów Tucholskich. Ale najpierw jeszcze piaszczysta droga przejedzie tor,  kierując się z prawej (od szosy) do domów po lewej,  po prawej pomacha nam rozstajny krzyż,  zobaczymy po lewej gniazdo bocianie.  Wchodzimy do lasu,  a witają nas pionierskie brzozy, tu i ówdzie rozsadzające stalowe podkłady. Mijamy dom na skarpie po lewej,   a za chwilę (jakieś 500 m od skraju lasu) betonowy wiadukt (droga z (3.) i Młynków na Wilcze Błota).  Za nim „PKP norma”.  Las jest raczej rzadki,  droga piaszczysta odbija w lewo, towarzyszą jej charakterystyczne kamienne słupki.

   Tor wykręca lekko w prawo, pośród piaszczystych zboczy.   Przy słupku 103,2 zrąb zupełny po prawej.  Po drugiej zaś i  wstecz – łany traw pośród drzew. Teraz przed nami długa prosta.  W lesie czają się zastępy jałowców,  a z piaszczystej drogi leśnej wychodzi na pobocze torowiska ścieżka  i będzie się wiła aż do (4.). Las nabiera rumieńców, bo zbliża się most na Wdzie. Ktoś oczywiście „zadbał” o balustradę stalową, nie ma co narzekać…  Ale betonowe przęsła mają się dobrze – można jechać.   A widoki z mostu są wspaniałe, jak zawsze w tym miejscu.

   Zaraz za mostem do akcji wkraczają ponownie sosny i nasypy. Przy uprawie (104,8 km) skręcamy lekko w prawo,  mijając kolejne słupki szlakowe. Tu jest już bardzo sucho.  I znowu odchylamy się lekko w prawo, przemykając pod betonowym, wielkim grzebieniem wiaduktu,  na którym droga po bruku i piachu prowadzi do leśnictwa Krępki (1 km).  Za nim  wciąż ta sama ścieżka, wrzosy po lewej,  po obu stronach – bór fest suchy.  Słychać tu kruki, można też podziwiać zabytek dawnej kultury – blaszane wiadro.   Po prawej w lesie nad strugą z wysepkami gęsto rozstawiono kuriozalne tabliczki „Teren prywatny. Zakaz wstępu i wjazdu”, wrrr!  Za chwilę na pocieszenie pojawią się piękne łąki, w dole po obu stronach torów.  Tor zaś mknie prosto przez wysoki bór, trzęsąc chrobotkami  i  po chwili widać już kolejną stację. 

    (4.) znany jest z pięknej, acz zdewastowanej wieży ciśnień,  wagonów mieszkalnych (też w marnej kondycji)   i wielkiej rampy, na której składowano kopalniaki.  Do ich korowania i cięcia oraz załadunku jeździli np. z Wdy  na rowerach, wioząc futer, siekierę i żagę. Rampa to oczywiście stronniczy świadek polityki finansowej PKP w III RP. Mamy tu też niebrzydki dworzec, który obrósł jednak polipami plastikowych namiotów i dobudówek.  Po trzech torach (na taką ilość wskazują resztki zwrotnic) pozostały wspomnienia i korozja na szynach jedynego szlaku.  

   Pan Roman, mieszkający na dworcu (ulica Dworcowa oczywiście) mówi, że pracował na kolei od 12 grudnia 1956 roku do 16 grudnia 1991. Po ukończeniu kursu dyżurnych ruchu dostał nakaz pracy w dawnym Mettelwalde, czyli (4.) właśnie, choć pochodzi ze Skórcza. Dworzec był czynny w godzinach 5.00 do 23.00, a obsada była trzyosobowa: zawiadowca, dyżurny (najczęściej ta sama osoba), zwrotniczy. Pan Roman pracował 120 godzin jako dyżurny i 48 jako zawiadowca, a  musiał też pełnić obowiązki kasjera i niekiedy zwrotniczego. Tam, gdzie urzędowali  kolejarze w dolnych pomieszczeniach dworca  są dziś kwatery letników.

   Pan Lewandowski mówi, że stacja (4.) miała cztery cechy charakterystyczne. Pierwsza to wieża ciśnień, która jednak zdemontowana przez Niemców nie działała i parowozy musiały brać wodę albo w Skórczu, albo w Szlachcie. Druga cecha to wagony akcji socjalnej, w których wypoczywali maszyniści. Położono dla nich osobny tor, na którym kilka z nich  stoi do dziś. Trzecia ciekawostka – tu właśnie przyjeżdżały ze stolicy specjalne pociągi kolonijne, pełne harcerzy, którzy nad jeziorem mieli swój ośrodek. No i wielki plac, który od kolei dzierżawił Zespół Składnic Lasów Państwowych. Tam wyrabiano kopalniak, papierówkę, dłużyce i wahadłami, złożonymi z dokładnie 36 wagonów, wysyłano do Portu Północnego. Lasy – według pana Lewandowskiego – cięto strasznie, bo jeden „rąbca” musiał naciąć wagon dziennie!

   A stan dzisiejszy linii i dworca podsumowuje on tak – najlepiej byłoby puścić tędy równiutką szosę aż do (1.) i do węzła autostrady w Kopytkowie.

   Stacja jest miejscowością letniskową „od zawsze”, co widać też z przejazdu drogowego na (3.) i (5.).  Można tu zauważyć, że Polska rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatniej – domy rosną jak grzyby po deszczu, ubywa wiejskich chałupek i rybackich gospodarstw. Dziś (4.) to dacze, letniska, ośrodki wczasowe, gospodarstwa agroturystyczne, kwatery prywatne i pokoje do wynajęcia, bary i sklepy spożywczo-przemysłowe nowego typu (nie kupisz już dziś w nich siekiery albo łańcucha dla krowy czy scyzoryka, jak w dawnym GS-ie).

   Następnego dnia po krótkiej rozmowie z panem Romanem pójdziemy prosto przez las dziesięć kilometrów do (5.), w trasę, na której nie miniemy żadnych wsi.

    Zostawiamy za sobą dworzec pod świerkiem  i zanurzamy się w gęste, burzowe powietrze. Od przejazdu wiodą cztery tory, a za nim tor na nasypie idzie lekko w lewo , po lewej ma ścieżkę, a po obu stronach łąki . Na tej po prawej znajduje się boisko piłkarskie – tu klub „Koliber” rozgrywał swe mecze w A klasie. Łąki łączy wiadukt, pod którym przechodzi gruntówka.  Za chwilę łąki wchodzą w las, ale tuż przed nim znajduje się kolejny wiadukt na polną drogą, a do nasypu po lewej przylepione są domki. Na skraju lasu z prawej strony rozchodzi się piaszczysta droga,  a po lewej szutrowa nawierzchnia wiedzie do pola kempingowego i licznych ośrodków wypoczynkowych („Metrix”, „Wrzos” i inne).  Bór sosnowo-brzozowy,  tor prowadzą droga i ścieżka z lewej oraz droga  z prawej . Cicho sterczy kolejny słupek – 108,7 km.  Dwa rowery to ślady zbieraczy jagód.          

   Wchodzimy w wąwóz z samosiejkami,  a po chwili z lewej otwiera się widok na jezioro Wielki Ocypel i pole kempingowe,  naprzeciwko zaś na zboczu stoją dwa domki  wczasowe i gospodarstwo pod brzozą.  Po 50 metrach mamy z prawej jezioro Ocypelek, przy 109,2 wjazd w las  przez wiadukt nad drogą łączącą oba jeziora.  Kawałek dalej pod nasypem w lesie przepływa niewielka Święta Struga,  wypływająca z niewidocznego jeziorka po prawej, płynąca potem przez Wielki Ocypel, jezioro Długie   koło Mermetu i Długiego, Cisiny i Gęby, Kasparus i Szlagę, wreszcie koło leśniczówki Żurawki wpadająca  razem z Brzeziankiem do Wdy. Nadal z lewej wiedzie ścieżka wzdłuż toru, do widocznego już wiaduktu. Po prawej między drzewami widać jeszcze jezioro Ocypelek, po lewej las na zboczu, z prawej przy 109,5 odchodzi  droga do (5.) i Klanin, udostępniona dla ruchu kołowego.  Po lewej zbocze schodzi w jar,  tu można by poszaleć rowerem, po prawej maliny i paprocie. Śpiewają kosy. Jar kończy się zrębem,  i paprociowiskiem  przy 109,7. Wiadukt w wąwozie  i wysoki las koło Wypalanek  prowadzą drogę z (4.) do (5.) (w lewo) i do Klanin (w prawo). W melinie pod wiaduktem znika ścieżka.   

   Torowisko jest czyste i suche, lekko zakręca w prawo  i w tę stronę się przechyla.  Las jak zwykle w Borach,  a w nim z lewej słabo widoczna droga do (5.) przy 110,8.  Tory wjeżdżają na długi nasyp, po lewej stoją dwie spore, rosochate sosny,  a po prawej rozłożyła się łączka.  Odpoczywamy w tym miejscu, podziwiając leśne lato. Wszędzie na szlaku pełno jest motyli – w czasie wędrówki sfotografować można  pazia królowej z żółtymi, czarno obrzeżonymi skrzydłami,  rusałkę pawika z niebiesko-czarnymi oczkami na skrzydłach, rusałkę admirała z czerwoną skośną przepaską na czarnych skrzydełkach, żółto-czerwonego dostojkę malinowca,  niezwykłego mnogooczaka lazurka  oraz okazałego motyla o czarnych skrzydłach z żółtymi brzegami,  którego nazwy nie znaleziono w atlasach, a „upolowanie” jego nie było proste, bo wzbijał się spod nóg i polatywał wciąż w przód, maskując się sprytnie. W końcu zdybano go na torze.

    Z prawej strony słupka 110,5 km rozciąga się połać paproci,  na torowisku pojawiło się sporo drobnych kamyczków, szyny idą prosto jak w pysk. Tu po raz pierwszy na szlaku widzimy sporo powykręcanych śrub na długim odcinku,  przy 111,0 km rozłączona jest szyna.   Maszerujemy po równym terenie, nawet chyba nieco w depresji względem lasu. Po lewej stoją brzozy na skraju uprawy , sosny i brzozy wespół zarastają tu tor. Po chwili widać z prawej sawannę przy 111,2 km.  Tu ponownie widoczne stają się metalowe podkłady i to, że radzą sobie z nimi nawet poziomki, a co dopiero złomiarze.   Po lewej tor od lasu odcina rów,  ale nie obronił toru przed wandalami – przy 111,5 km wykręcone są wszystkie śruby i rozkręcone szyny! Kawałek dalej znowu widać ślady po złodziejach, którzy grasują w środku cichego lasu,  z dala od ludzkich siedzib. Boże Lasaków, przemów im do rozumu!

   Dalej piaszczysta droga przechodzi pod wiaduktem, tędy pewnie skradają się złodzieje metali. Za nim z lewej młodnik,  przy 112,3 km przez drzewa widać zrąb.  Przy 112,4 km kolejny koszmar – tory są tu rozłączone i pokrzywione.  Podłoże jest tak wysuszone, że aż trzeszczy pod nogami, brzozy w pełnym słońcu podchodzą do toru,  trawa też, zresztą z lewej przy 113,0 km  pojawia się  przesieka w borze zarośnięta perzem, grzebienicą pospolitą i drżączką średnią .  Pojawia się inny typ podkładów, te raczej nie będą specyficznie pachnieć.

    Prosta nie chce się skończyć,  przy 113,4 kmbór jest potwornie suchy. Dalej spotykamy wiadukt nad leśną drogą z „byłą” balustradą,  można tędy wędrować do Borzechowa przez Osowo Leśne (w prawo) albo w lewo przez Pasturskie do mitycznej Drogi Połomskiej, czyli jedynej pamiątki po na wpół mitycznej osadzie  Połom, leżącej gdzieś pomiędzy (4.) a Łobodą, w pobliżu źródeł strugi Brzezianek, wypływającej z jeziora Wielkie Zdrójno, biegnącej przez Zdrójno, jezioro Brzezianek i rezerwat „Zdrójno”, Babigórę, Kasparus, Szlagę do rzeki Wdy koło Żurawek.

   Znajdujemy tu porzuconą śrubę,  bo przy 113,9 km znowu działali złoczyńcy. Cały czas zmierzamy prosto,  są tu szczere, ubogie piachudry,  pewnie dlatego telefon komórkowy nie ma zasięgu. Z lewej pojawia się piaszczysta droga wzdłuż toru przy rachitycznej uprawie,  a przy 114,5 km widzimy, że drwale ścięli sosny prosto na tory!

   Szlak wiedzie już nasypem, po lewej  droga w borze, po prawej wabi łączka, zasila ją  chyba jakaś odnoga lub dopływ rzeczki Prusiny. Około  100 metrów dalej po lewej bagienko w dole,  z prawej dobiega szum samochodów na szosie z (4.) i Borzechowa do (5.). Po prawej i lewej mamy bór świeży,  no i kolejny wiadukt nad leśną drogą.

   Po prawej miejsce wypoczynku , drogi leśne rozchodzą się tu i z prawej i z lewej po przejściu pod wiaduktem,  a u góry huczy kolejny tego dnia samolot. Z prawej strony budowli strzeże słoniowaty korzeń.   Następnie uwagę przyciąga zarośnięta trawą niby-uprawa na zboczu po lewej,  pojawia się jedna kreska komórkowego zasięgu. Po tej samej stronie leśne piaskule,  droga zniknęła gdzieś w lesie po lewej.

   Przy słupku 115,7 km pojawia się ścieżka i przejazd.  Droga w lewo wiedzie tu od szosy koło (5.)   do Małego i Wielkiego Krówna, Łobody, Lasków (a stamtąd rozgałęzia się na wschód do Starej Rzeki ), Łążka i Tlenia. Na obydwu krańcach przejazdu wydrążono spore piaskule.

   Tor biegnie teraz lekko w prawo,  słychać dzwony kościoła. Cały czas półkolem zmierzamy w prawo, widzimy betonowy wiadukt nad torem,  na który z lewa wyskakuje leśna droga, uprzednio zaginiona w lesie. Sto metrów dalej widać już most  i pierwsze domki (5.). Most wydawał się niepozorny, ale jest naprawdę bardzo wysoki.  Pod nim z prawej na lewo płynie sielankowo czysta rzeczka Prusina.  Zdążyła już opuścić swe źródła pomiędzy Zimnymi Zdrojami (na zachodzie) i Klaninami (na wschodzie), przepłynąć na północy Parcele, teren leśnictwa Leśny Dwór, Łąki Borowskie, a po (5.) zwiedzi jeszcze, zmierzając prosto na południe,  Małe i Duże Krówno, Byłyczek i Łobodę, Kocknieję, , Śliwiczki, Laski, Zazdrość, Łążek, Szarłatę, leśnictwo Wygoda, a w Tleniu zmiesza się z Wdą.

   Po prawej widać domy betonowe i drewniane z bocianim gniazdem,  domy po lewej stoją wśród pól,  tor idzie nasypem, opadającym z lewej, po tej samej pojawia się ścieżka i droga pod brzozami, kolejne domki, po prawej nad dachami kościelna wieża.  Wreszcie przejazd drogowy (w lewo – Małe Krówno),  a na nim chłopcy robią tradycyjną kociewską „bramkę” weselną. Po prawej wyrastają lampy stacyjnej rampy,  niemal równoległe do drogi prowadzącej pod wysokimi drzewami na dworzec.  Wieś rozłożyła się po prawej, razem ze słynnym na całą okolicę tartakiem.  Po lewej sterczy wielka stodoła,  z prawej pokruszone płyty chodnikowe peronu,  a dalej za dworcem droga odchodzi w prawo.

   Na dworcu w (5.) mieszka pan Zygmunt, znany rzeźbiarz i kolekcjoner starych sprzętów (ma podobno m.in. drewniany rozkład jazdy pociągów z 1964 roku!), specjalizujący się w tworzeniu drewnianych ptaków, malowanych potem zgodnie z adekwatnym atlasem. Przepracował 37 lat w Laskowicach, Smętowie i Tczewie. Teraz przymierza się do otwarcia autorskiej galerii w pomieszczeniach dworca, które remontuje na własny koszt, nie będąc właścicielem budynku. Pyta mnie o dworce w Lubichowie, gdzie mieszkała pani Wanda, w Pączewie  i Zelgoszczy. Niestety, wiadomości nie są najlepsze, jak już wiecie. Zresztą i w (5.) ostatnie remonty kolej przeprowadziła mniej więcej dwadzieścia lat  temu, w 1987 albo 1988 roku. Mimo wszystko gospodarz obiektu chwali sobie to miejsce na ziemi. Warto wpisać do wyszukiwarki  jego nazwisko  albo poczytać w Internecie o nim, choćby na stronie Wirtualne Kociewie.

    A nas bramka  do piłki nożnej  i lampy  wprowadzą w las, na ostatnie pięć kilometrów szlaku do (6.). Słupek, tłuczeń na torze,  przejazd tuż za wsią,  po lewej żółta połać zarośnięta trawą, z prawej sypka droga. 

   Jesteśmy na półtorametrowym nasypie, ozdobionym pachnącymi różami. Tor się obniża, jego towarzyszkami są przez chwilę dwie równoległe drogi po bokach. Na szynie możemy przeczytać, jak PKP chce odstraszyć złodziei.   Tor idzie na przestrzał, droga z lewej wciąż jest blisko, ta z prawej odeszła w las. Na skraju wielkiej łąki  (po lewej ) i pola (z prawej) mamy przejazd.  Ogromna łąka jako tło ma jakieś wzniesienie – wydaje się ono tym większe, że wyrasta na horyzoncie z płaskiego terenu i porośnięte jest w dodatku wysokimi drzewami (to chyba gdzieś  pomiędzy Małymi Olszynami, Jeżami, Olszynami a Pustymi Błotami?).

  W listopadzie 2007 roku  uczeń z (6.), mieszkający naprzeciwko dworca, opowiedział mi o swoim dziadku. Pochodził on z Osowa Leśnego, ale w czasie okupacji walczył w partyzantce w okolicy (5.) i (6.). Chłopak pamiętał, iż dziadek zabrał go kiedyś do lasu na tamtym wzgórzu i razem zeszli po drabinie z metalowych klamer do jakiegoś podziemnego bunkra. Prawdopodobnie był to partyzancki schron albo magazyn.

   Dziadek  mapę z zaznaczoną lokalizacją bunkra kazał włożyć sobie do trumny, zresztą dopiero na łożu śmierci powiedział, że  ukrył ją w ścianie rodzinnego domu i kazał wydobyć swemu synowi. O wojnie niewiele mówił. W oddziale był radiotelegrafistą i  brał udział w akcjach partyzanckich w tej okolicy. Były to  głównie napady na niemieckie pociągi towarowe na odcinku (6.) – (5.). Partyzanci obserwowali składy wyjeżdżające z cegielni na skraju (6.), w wybranym wcześniej miejscu ostrzeliwali i likwidowali ochronę, zostawiając przy życiu tylko maszynistę. Jeden z partyzantów, potrafiący mówić po niemiecku, wsiadał razem z maszynistą do lokomotywy i prowadził pociąg w umówione miejsce. Tam, w gęstym lesie, partyzanci wyładowywali  przejęte materiały budowlane i węgiel. Zacierali ślady i znikali. W ten sposób Niemcy nie mogli określić, na którym kilometrze szlaku dochodzi do  napadów. Do dziś w lesie tuż za (5.) widoczne są ślady  wydarzeń z tamtych lat – leje po bombach i pociskach artyleryjskich, doły, w których partyzanci ukrywali zdobytą broń.

   Pole z prawej kończy się bulwami  i łąką pod lasem. Kolory i widoki bardzo romantyczne dookoła (i nieco melancholijne po lewej).  Zanim schowamy się w lesie, po lewej zarejestrujemy niewielką torfkulę na łące,  w olszynie wiadukt z wyciętą balustradą . Olchy stoją tu jakieś półtora metra od toru – jadąc pociągiem, wystawiałem rękę, by ich dotknąć, a ten odcinek kojarzył mi się z krajobrazem górskim. Jesteśmy na wysokim (10 m?) nasypie z mnóstwem paproci,  u dołu z lewej pojawia się ścieżka, a od prawej nasyp grodzi ostra trawa. Ponownie mamy zarośla trawiasto-paprociowe, za nimi bór, przy torach oszałamiającą pachną czteropłatkowe żółte kwiatki. Szpaler sosen utrudnia ruch,  z prawej znowu hałasuje szosa. Pod wiaduktem z napisem, wyjawiającym niedbałego gospodarza,  biegnie z północy na południowy zachód droga leśna z Osówka do Różanka.

   Potem biegnie ona między drzewami jakieś 10 m z lewej strony. Tor jest zarośnięty.  Z prawej straszy powalone drzewo pod topolą,  mroczne świerki i wilgoć w powietrzu (z bezimiennego strumienia, wpadającego do jeziora Różanek?).

Skarpa – tu czeka nas żałosny widok: najpierw dziury po śrubach mocowaniach podkładów, a potem brak szyn na trzydziestometrowym odcinku! To już samo dno moralnego upadku sprawców, paserów z punktu skupu złomu i zarazem degrengolady PKP.  Widok przeraźliwy w obydwie strony.

   Kolejna olszyna, znowu rozkręcone szyny, torowisko intensywnie pachnie przy piaszczystej skarpie (po prawej), z lewej migają sosny boru,   z prawej brzozy i olchy tuż, tuż.  W skos przechodzi ścieżka, znikająca wśród jagodzin. Szyny znowu rozłączone, prawa jest w dodatku lekko wygięta.  Przy 120,8 km całkowity brak śrub. W wysokim i suchym borze znowu przerażają rozkręcone tory. Za piaszczystym przejazdem  widać już pierwszy semafor.

   Widoki na lewo  i prawo wskazują, że to już przedpole (6.). Tu i ówdzie pojawiają się samosiejki sosny wejmutki,  kolejne odcinki zniszczonych szyn. Z lewej powoli dochodzi tor z Laskowic,  z prawej kończy się iglasty i liściasty las,  sosny gęsto porastają nasz tor, za zardzewiałą tablicą  nieczynna nastawnia, pięć żelaznych dróg, beton rampy z prawej i zamknięte semafory stacji (6.)Koniec podroży, koniec uroków, kres złudzeń. Kiedyś rozkład jazdy[1] oferował nam na tej linii aż sześć pociągów ze Skórcza: o 435, 636, 1018 -bezpośrednio do Bydgoszczy, podobnie jak o 1633, 1520 i 2116. Każdy z nich potrzebował niespełna godziny, aby przemierzyć trasę. Dzisiaj kolejarze odeślą nas wyłącznie do archiwum lub wspomnień.

25.06.2019


[1] Rejonowy Rozkład Jazdy Pociągów.Gdańsk . Ważny od 31 maja 1981 do 22 maja 1982, tabela nr 433.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *