Kolej na głos z zaświatów, czyli co umarły poeta mówi nam o dworcu w Warszawie

  • by

Stołeczny dworzec kolejowy w epoce dwudziestolecia stanowić będzie poręczny symbol dla poetów mówiących „o kolei” albo „koleją”. Zauważyć to możemy na przykład w wierszach Józefa Czechowicza. Widoczne jest to na przykład w dwóch tekstach z tomu nuta człowiecza (1939). Są to utwory pt. moje zaduszki[1] pod dworcem głównym w warszawie[2]. W pierwszympoeta wspomina o symbolu biedy w przedwojennej Polsce, jaki stanowi widok ludzi zbierających (często z narażeniem życia) węgiel z torów.

            Jednak to drugi  z nich przykuł na dłużej moją uwagę. Podmiot liryczny przygląda się w nim bowiem jednemu z najbardziej reprezentacyjnych budynków publicznych w ówczesnej Warszawie. W tym miejscu wspomnę, że pełniąc obok funkcji użytkowej także reprezentacyjną i propagandową dworzec powinien być zdaniem ówczesnych władz widocznym znakiem ducha polskiego dla wszystkich przejeżdżających cudzoziemców  i rodaków, a tym ostatnim „w niejednym wypadku posłużyć za wzór do naśladowania przy budowie domów”[3].

            Czytając współczesne warszawskiemu Dworcowi Głównemu opisy, można odnieść wrażenie, że wzniesiono go nie tyle dla podróżnych, co dla widzów. Stanął na największym placu stolicy, za tło miał 16-piętrowy hotel wysoki na prawie 60 metrów, a obok znajdował się ogromny parking dla samochodów (to oczywisty symbol nowoczesności tego kompleksu budowli). W betonowej płycie nad torowiskiem umieszczono specjalne otwory, umożliwiające podziwianie pociągów i podziemnej części dworca. Wchodzących do holu kasowego olśniewać miała jego wysokość i wielkość, modernistyczne witraże, ogromny portret Marszałka i propagandowe płaskorzeźby  symbolizujące bogactwo kraju[4].

            Tymczasem podmiot liryczny wiersza Józefa Czechowicza stojąc przed jedną z dworcowych restauracji przygląda się nie monumentalnej budowli, ale głodowi, chorobom i nędzy. Stacja kolejowa kojarzy się nam z podróżami. W XX wieku niemal nieodłącznym ich elementem było wysyłanie pocztówek z widokami odwiedzanych miast. Dlaczego o tym wspominam? Otóż czytając wiersz pod dworcem głównym… mam wrażenie, iż jest to tekst, który czyjaś ręka przed II wojną światową umieściła na odwrocie widokówki, przedstawiającej słynny warszawski obiekt. W ten sposób powstał jednak nie tyle opis wizytówki II Rzeczypospolitej, ale raczej świadectwo  nędzy. Odręczna nota jest zapisem trosk, kłopotów i ogromnych różnic społecznych. Czechowicz konsekwentnie zderza w wierszu kontrasty: elegancję i nowoczesność („fontanny kwiatów kruche” i „w niklach bufet”[5]) z obrazem chorób i brzydoty (głodni ludzie „kaszlają w runo/ wytartego szalika”[6]), nieprzyzwoity luksus („alkoholu symfonie”) z rozpaczliwą biedą (zniszczone „twarze głodów człowieczych”[7]), pięknie skomponowane dania („fugi jarzyn i mięsa”) z chropawymi dźwiękami wydawanymi przez żebraków („jeden głód kaszle szczeka/ drugi głód palce łamie”[8]).

            Te kontrasty są nie tylko szokujące, ale  mają też wydźwięk moralny. Góry jedzenia są niedostępne dla tych, którzy znajdują się na dnie nędzy. Światło luksusowej restauracji spycha żebraków w cień, w którym stają się symbolicznie niewidzialni. Sytych od głodnych dzieli pozornie tylko cienka szyba w restauracyjnym oknie. Jednak tych, którzy spróbują naruszyć granicę świata bogatych, czekają surowe konsekwencje. Świadczy o tym archiwalne zdjęcie z „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” z sierpnia 1938 roku, przedstawiające funkcjonariuszki Policji Kobiecej, eskortujące małoletniego (uciekiniera? złodzieja? włóczęgę bez biletu peronowego? – GP) z dworca do izby zatrzymań[9]. Władze bowiem muszą się starać, aby istniejący porządek społeczny nie uległ zmianie. W innym wypadku  pasażerowie przejeżdżający przez Warszawę byliby narażeni na nieprzyjemne widoki biedy i mogliby zobaczyć, że polska nowoczesność ma charakter tylko wyspowy, a społeczeństwo wciąż funkcjonuje w systemie na wpół feudalnym.

            Wypowiedź poetycka Czechowicza jest bardzo stonowana. Mimo że oczyma wyobraźni widzimy żywe rzeźby nędzarzy, umierających z głodu w cieniu dworca, nie słyszymy ich krzyku. Wiersz jest raczej cichą skargą poniżonych ludzi, którym rozpaczliwa nędza odbiera człowieczeństwo. Są wyczerpani i zziębnięci, a z dworca płyną ku nim dźwięki odjeżdżających pociągów i trudne do zniesienia zapachy potraw, zwiększające ich udrękę. Te żywe posągi biedy i nieszczęścia autor stawia nam przed oczyma w kontraście do płaskorzeźb Felicjana Szczęsnego-Kowarskiego, symbolizujących bogactwo Polski i zdobiących dworzec. Poeta czyni w imieniu umierających z głodu wymowną aluzję do końcowego fragmentu utworu Norwida pt. Bema pamięci żałobny – rapsod, przestrzegając, że mury nowego Jerycha nie runą. Ta metafora każe nam w wierszu ujrzeć nie dworzec kolejowy, ale gmach niesprawiedliwości, symbol bezlitosnego miasta i twierdzę niemoralnej pychy.


[1] J. Czechowicz, moje zaduszki, w: Józef  Czechowicz. Wybór…, op. cit., s. 145-146.

[2] J. Czechowicz, pod dworcem głównym w warszawie, w: Józef  Czechowicz. Wybór poezji, oprac. T. Kłak, BN I 199, wyd. II uzup., Wrocław 1985, s. 140-141.

[3] M. J.  Łozińscy, W przedwojennej Polsce…, op. cit., s. 199.

[4] B. Kaczorowski, Dworzec Główny, w: Encyklopedia Warszawy, red. B. Petrozolin-Skowrońska, Warszawa 1994, s. 159-160.

[5] J. Czechowicz, pod dworcem głównym…, s. 140.

[6] Ibidem, s. 141.

[7] Ibidem, s. 141.

[8] Ibidem.

[9]Polish Woman’s Police Warsaw Dworzec Główny, [online], [dostęp 25.08.2018], dostępny w: https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Polish_Women%27s_Police_-_Warsaw_-_Dworzec_G%C5%82%C3%B3wny_02.jpg

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *