Kolej na film. „Pociąg do Hollywood” 1986

  • by

Ten film ma status legendy. Zapewne nie chodzi o banalną fabułę, opartą na baśni o prowincjonalnym Kopciuszku, chcącym zostać królową ekranu. Być może kultowa pozycja filmu wyrosła na podstawie spektakularnego wizerunku Katarzyny Figury, niekwestionowanej gwiazdy ówczesnego polskiego kina. Dla mnie jednak liczy się kolejowy wymiar tego dzieła.

            Pociągiem jedziemy do krainy snów, tłukąc się przepełnionych przedziałach i obskurnej piwiarni składu dalekobieżnego, mogąc zajrzeć na kultową stację Wrocław Główny, zwiedzając też wagony mieszkalne, zaglądając na bocznice, na których gromady ludzi znikąd żyją w stałej tymczasowości, inaczej mówiąc – paradoksalnie. W filmie Radosława Piwowarskiego wygląda to ciekawie, ale w realnym życiu, a takie przecież było w schyłkowym PRL-u, musiało być spektaklem udręki.

            Gorzej niż kolejarze mieli chyba tylko marynarze śródlądowi i nic dziwnego, że moja protestowała, gdy oznajmiłem, że pójdę do szkoły zawodowej w Nakle, by pływać barkami. Czekałaby mnie wieczna prowizorka, ciasnota, beznadzieja. W filmie prowincja na wąskich torach również się pojawia i wygląda nawet malowniczo, ale w realiach lat osiemdziesiątych musiała być przygnębiająca. Nic dziwnego, że Mariola Wafelek chciała uciec do innego, prawdziwszego świata, choć znała go tylko z filmowej fikcji.

            Obecnie Hollywood wiele straciło ze swojej magii, w przeciwieństwie do pociągów, ciągniętych przez parowozy. Obecnie to one są obiektem kultu, a nie kalifornijskie kino, zwłaszcza że nad nim ciąży klątwa Donalda Trumpa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *